HISTORIA DOŚWIADCZALNYCH WARSZTATÓW LOTNICZYCH
dr Eugeniusz PRZYSIECKI

Eugeniusz Przysiecki


1910-1943 - pilot doświadczalny, instruktor

 

Eugeniusz Przysiecki (herbu Złotogoleńczyk) urodził się 14 lutego 1910 roku w Moskwie jako syn Stanisława i Janiny z domu Dryżakowej. Jego ojciec, urodzony w roku 1887, był adwokatem. Matka urodziła się w roku 1888 w Kursku i była córką artystki dramatycznej, Marii z domu Kotczygina. Państwo Przysieccy byli polską rodziną katolicką żyjąca w Rosji. Najbliższe lata zmieniły jednak ten stan rzeczy. Oto bowiem w roku 1918 mały Genio, zwany przez kolegów i przyjaciół "Zeniem", uciekł z Moskwy i przedostał się do Mińska Litewskiego. Stamtąd trafił do Polski by wspólnie z rodzicami zamieszkać w miejscowości Antoniowo położonej w powiecie toruńskim. W roku 1920 cała rodzina przeniosła się do Torunia, do mieszkania przy ul. Józefa Ignacego Kraszewskiego 19 m. 1. Eugeniusz rozpoczął naukę w tamtejszym Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, którą ukończył 27 maja 1927 roku otrzymując świadectwo dojrzałości typu humanistycznego.

Po maturze wyjechał do Warszawy by, zgodnie z prośbą rodziców, rozpocząć studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Swojego czasu nie poświęcał jednak wyłącznie na zgłębianie tajemnic medycyny. Rozpoczął naukę latania w Aeroklubie Warszawskim. Zapisał się do Akademickiego Związku Sportowego oraz do Koła Medyków Studentów UW. Bardzo lubił pływanie i często reprezentował barwy warszawkiego AZS-u w tej dyscyplinie. Wśród pływaczek AZS-u była jego przyszła żona, Wiolanta Thommée (ur. 8 sierpnia 1909), córka generała brygady Wiktora Thommée.

22 czerwca 1930 r. Eugeniusz Przysiecki ukończył kurs pilotażu, zwanego wówczas motorowym, i uzykał licencję pilota turystycznego nr T.69. W okresie tym zaprzyjaźnił się z Jerzym Damszem, późniejszym lotnikiem 307 Dywizjonu "Lwowskich Puchaczy", który tak go wspomina: "Nawiązałem w sekcji [pływackiej AZS-u] wiele przyjaźni trwających do dziś. Jedną z nich był Genio Przysiecki, student medycyny, starszy ode mnie, ale członek AZS-u mniej więcej tak długo jak ja. Pod okiem instruktora robiliśmy podobną karierę. Zaczęliśmy w klasie trzeciej: Genio nalał mnie na 100 metrów kraulem. W klasie drugiej, w kilka miesięcy później on znów był pierwszy, a ja tuż za nim. Robiłem duże wysiłki i nie było poprostu rady - zawsze okazywał się o jakiś ułamek sekundy lepszy! Zgadaliśmy się kiedyś, że od wielu lat obaj gramy w tenisa. Była wiosna, więc zaprosiłem go na kort w Domu Akademickim. Może z rakietą w ręce wreszcie go pokonam? Nic z tego. Przeżyłem kolejne rozczarowanie: lał mnie, jak chciał ... Chyba tylko żeby się zrewanżować, zaprosił mnie na lot w charakterze pasażera do Aeroklubu Warszawskiego.

To było moje pierwsze oderwanie się od ziemi - byłem zachwycony tym półgodzinnym lotem, przewalaniem się horyzontu w ciasnych skrętach. Coś zupełnie nowego! Coś zupełnie odmiennego od dotychczasowych doświadczeń. Genio urósł w moich oczach, nabrałem doń jeszcze większej sympatii. Postanowiłem sobie, że podejmę wszelkie wysiłki, aby zacząć latać."

Eugeniusz Przysiecki brał udział w wielu aeroklubowych imprezach lotniczych. W dniach 24-25 maja 1933 uczestniczył w II Międzynarodowym Meetingu Lotniczym w Warszawie latając na awionetce JD-2. Często stanowił jedną załogę ze swoim przyjacielem Stanisławem Latwisem, którego poznał na teoretycznym kursie pilotażu w 1929 roku. Razem z nim startował na przykład w 5. Krajowym Lotniczym Konkursie Turystycznym rozegranym w dniach 2 - 10 września 1933 r. w Warszawie. Obydwaj piloci mieli wówczas do dyspozycji samolot PZL-5 (SP-AFG). Trasa pierwszego etapu lotu okrężnego prowadziła z Warszawy przez Białą-Podlaską, Grodno, Wilno, Mołodeczno, Baranowicze, Łuck, Brody, Lwów, Krosno, Kraków, Sandomierz, Zamość, Lublin by zakończyć się w stolicy. Drugi obejmował zachodnią część Polski i prowadził przez Łódź, Mielec, Dębicę, Nowy Targ, Katowice, Częstochowę, Poznań, Bydgoszcz, Gdynię, Kościerzynę Lidzbark i Płock spowrotem do Warszawy. Po tragicznej śmierci Stanisława Latwisa jaka miała miejsce dwa lata później, Eugeniusz Przysiecki opublikował na łamach Skrzydlatej Polski wspomnienie o tym zasłużonym lotniku. Zakończył je  następującymi słowami:

"Stało się. Poszliśmy wszyscy oddać Ci ostatnią posługę. Trumnę z Twem Wielkiem Sercem umieszczono na Spadzie. Nie ominął Cię Spad... lecz był cały w wieńcach, a za nim szliśmy smutni i pełni żalu po człowieku, który odszedł, zostawiając po sobie testament miłości, pracy i poświęcenia dla lotnictwa."

1 lutego 1934 roku zdobył wraz z nawigatorem Lechem Karczewskim pierwsze miejsce w IV Lubelsko-Podlaskich Zawodach Zimowych. Załoga leciała na samolocie RWD-4 należącym do Aeroklubu Warszawskiego. Tego samego dnia otrzymał absolutorium i wkrótce został dyplomantem Wydziału Medycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Mimo ogromu pracy na uczelni nie porzucił swoich lotniczych zainteresowań. Wręcz przeciwnie. Choć nigdy nie był zawodowym lotnikiem udało mu się wejść w skład polskiej ekipy zawodników biorących udział w Challenge'34. W zawodach tych, rozegranych na przełomie sierpnia i września, uczestniczył jako mechanik samolotu PZL-26 SP-PZP (nr start. 65) pilotowanego przez por. pil. Andrzeja Włodarkiewicza. Podczas lotu okrężnego A. Włodarkiewicz okazał się najszybszym z polskich pilotów. Niestety, w trakcie przelotu z Katowic do Lwowa nastąpiła awaria silnika Menasco. Załoga musiała więc lądować przymusowo pod Tarnowem i wycofać się z zawodów, co było dotkliwą stratą dla całego polskiego zespołu. Pechowy silnik udało się naprawić dopiero następnego dnia. Obydwaj lotnicy zdecydowali się kontynuować lot, ale już poza konkursem.

Z biegiem czasu młody pilot odkrywał w sobie nową pasję, której w końcu stał się bezgranicznie oddany. Było nią oczywiście latanie. Mimo to spełnił prośbę swoich rodziców i w dniu 18 maja 1935 roku uzyskał dyplom lekarza medycyny. Wyspecjalizował się w laryngologii. Po ukończeniu studów we wrześniu tego samego roku został powołany na kurs unitarny w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty. Po jego ukończeniu w styczniu 1936 roku trafił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Lotnictwa, początkowo w Bydgoszczy, a następnie w Dęblinie, którą ukończył we wrześniu. Otrzymał wówczas przydział do 4 Pułku Lotniczego w Toruniu. Służba Eugeniusza Przysieckiego w tej jednostce nie trwała jednak długo. Już 19 września 1936 roku został przeniesiony do rezerwy.

Rok 1937 był dla niego wyjątkowo obfity w radosne, ważne i bardzo pozytwne wydarzenia. Pierwsze z nich miało miejce 1 stycznia, kiedy to Eugeniusz Przysiecki został mianowany podporucznikiem rezerwy Korpusu Oficerów Zdrowia Lekarzy. Po tej nominacji został oficerem rezerwy 1 Pułku Lotniczego w Warszawie. Drugą ważną datą był 19 lutego. Tego dnia Wiolanta i Eugeniusz Przysieccy doczekali się przyjścia na świat syna Krystiana1. Kolejne szczęśliwe chwile wiążą się z okresem między 23 lipca a 1 sierpnia. Wtedy to odbył się w Zurychu IV Międzynarodowy Mityng Lotniczy. W zawodach wzięło udział siedem polskich załóg. Wszystkie startowały na samolotach RWD-13. Na maszynie Aeroklubu Warszawskiego noszącej rejestrację SP-BFC polecieli Eugeniusz Przysiecki, Mirosław Maciejewski i Władysław Stronczyński. Pierwszą konkurencją, rozegraną w dniu 23 lipca, był rajdowy zlot do Dübendorfu. Samolot prowadzony przez Eugeniusza Przysieckiego wystartował o godzinie 600 z lotniska we Wrocławiu. Trasa lotu prowadziła przez Katowice, Brno, Salzburg, Monachium, Strasburg, Bazyleę i Genewę do Dübendorfu. Dobrano ją tak aby dawała jak najlepszy stosunek ilości przekroczonych granic i wykonanych po drodze lądowań do sumy przelecianych kilometrów. Brano także pod uwagę korzystne warunki pogodowe, unikając zapowiadanego silnego przeciwnego wiatru.

O 1601 SP-BFC wystartował z Genewy do Dübendorfu. Podczas tego lotu prędkość przelotowa "trzynastki" wyniosła 210,6 km/h. Stało się tak zapewne dzięki zainstalowanym specjalnie na tę okazję owiewkom podwozia zwiększającym nieznacznie prędkość maksymalną samolotu. O godzinie 1708 koła maszyny dotknęły docelowego lotniska pod Zurychem. Załoga Eugeniusza Przysieckiego, mająca za sobą 1630 kilometrów drogi, zajęła 13 lokatę. Aleksander Onoszko (SP-BJN, Aeroklub Warszawski) zdobył 18 miejsce, Kazimierz Kaczmarczyk (SP-BFT, Aeroklub Pomorski) 23, Stefan Kowalski (Aeroklub Lwowski) 25, Jerzy Solak (Aeroklub Lwowski) 26, Adam Szarek (Aeroklub Lwowski) 32, a ppłk. Andrzej Chramiec (Aeroklub Rzeczypospolitej Polskiej) 36. Zwycięzcą okazał się francuz o nazwisku Clément lecący na małym samolociku "Taupin", który przeleciał zaledwie 750 kilometrów, przekroczył tylko jedną granicę i uzyskał zawrotną średnią prędkość przelotową wynoszącą ... 68,1 km/h! Cóż, tak to bywa kiedy nad wysiłkiem pilotów i konstruktorów górę biorą skomplikowane wzory matematyczne służące do obliczenia zdobytych punktów i faworyzowania pewnej kategorii płatowców...

Następnego dnia rozegrano Konkurs Samolotów Sportowych i Turystycznych. Konkurencja ta była bardzo zbliżona do zawodów Challege. Dawała ona zatem spore szanse polskim "trzynastkom", które były przecież młodszymi siostrami sławnych "dziewiątek". Na początek nastąpiły próby techniczne. Oceniano wyposażenie samolotu, składanie skrzydeł, rozruch silnika, start i lądowanie oraz prędkość wznoszenia. W pierwszej kategorii od samolotu Eugeniusza Przysieckiego lepiej wypadł SP-BJN Aleksandra Onoszki. Natomiast w ostatniej poważnym konkurentem okazał się Szwajcar Fretz, którego "Leopard Moth" wyposażony był w śmigło o zmiennym skoku. W próbie tej pilot miał za zadanie wznieść się jak najprędzej z wysokości 500 metrów na 2500. Przysiecki wykazał się jednak sprytem i pomysłowością. Wiedząc, że lotnisko Dübendorf położone jest na wyskości 499 m npm zaraz po starcie przytrzymał samolot tuż nad ziemią na całej długości lotniska, po czym rozpoczął wznoszenie na najkorzystniejszym kącie natarcia. Dzięki tak dobranej taktyce Polak stracił tylko dwa punkty w stosunku do Szwajcara.

Po tych zmaganiach nadszedł wreszcie czas na decydującą rozgrywkę - lot okrężny. Podobnie jak we wspomnianym już Challenge im załoga posiadała mniej punktów tym później startowała. Czasy wylotu były obliczone tak, by zwycięzca lotu był zarazem zwycięzcą całego konkursu. Na dwie i pół godziny przed rozpoczęciem wyścigu załogi otrzymały mapy z zaznaczoną trasą. Jako pierwszy wzbił się w powietrze SP-BFC Eugeniusza Przysieckiego i jego towarzyszy. Dwanaście minut po nim przyszła kolej na Fretza. Po starcie samoloty skierowały się na miasto Rorschach. Pierwszy punkt kontrolny znajdował się w położonej nad Jeziorem Bodeńskim miejscowości Altenrhein. Tu zawodnicy zawracali biorąc kurs na miasto Sion. Po drodze mieli do pokonania przeszkodę w postaci ponad 4000-nych szczytów alpejskich. Podobne warunki panowały na odcinku Sion - Lozanna, gdzie kończył się pierwszy etap lotu. Zmusiły one polską załogę do znacznego wydłużenia trasy. W Lozannie dysponowała ona już tylko sześciominutową przewagą nad Szwajcarem. Po godzinnym postoju nastąpił start do Berna. Trasa drugiego odcinka wiodła przez La Chaux de Fonds. Pod koniec tego etapu Przysiecki wyprzedzał Fretza już tylko o trzy minuty. Po półgodzinnej przerwie rozpoczęła się trzecia i ostatnia część lotu prowadząca ze stolicy Szwajcarii przez Bazyleę z powrotem do Dübendorfu. Była ona szczególnie emocjonująca, gdyż szwajcarski "Leopard Moth" coraz bardziej deptał polskiej RWD-13 nie tyle po piętach co po ogonie. Ostatecznie jednak, po 3 godzinach i 32 minutach lotu, SP-BFC pierwszy przekroczył linię mety w Dübendorfie. Samolot Fretza przyleciał 41 sekund później.

Po powrocie ze Szwajcarii Eugeniusz Przysiecki odbył praktykę lekarską w jednym z warszawskich szpitali. W następnym miesiącu wraz z Władysławem Stronczyńskim wziął udział w kolejnej imprezie sportowej. Tym razem były to organizowane w Warszawie VII Krajowe Zawody Lotnicze. Wszystkie załogi reprezentujące barwy Aeroklubu Warszawskiego startowały na samolotach RWD-8. Zmagania lotników trwały dwa tygodnie. Rozegrano następujące konkurencje: lądowanie w prostokącie, celność zrzucania meldunków, lot na orientację w terenie, lot w szyku trójkami, lot na odnajdywanie znaków na ziemi z małej wysokości, przygotowanie samolotów oraz lądowanie z zatrzymanym śmigłem i lot okrężny. Zespołowo zwyciężył Aeroklub Warszawski, natomiast indywidualnie pierwsza lokata przypadła braciom Jerzemu i Bronisławowi Solakom ze Lwowa.

We wrześniu 1937 roku Eugeniusz Przysiecki przyleciał na RWD-13 SP-BMM do położonego na Podlasiu Grajewa. Zaproszenie wystosowało koło LOPP przy szkole nr 1. Na pobliskim poligonie zorganizowano wielkie zgromadzenie podczas którego pilot wykonał trzy loty pasażerskie. Uczestniczyło w nich sześciu wyróżniających się uczniów tej szkoły. Na zachowanej do dziś grupowej fotografii wykonanej z tej okazji widać, że wydarzenie to przyniosło dużo radości zarówno pilotowi jak i dzieciom.

Choć z wykształcenia był lekarzem, Eugeniusz Przysiecki od dawna pragnął pracować dla lotnictwa. Okazję ku spełnieniu tego marzenia stworzyła propozycja inż. Wacława Makowskiego zatrudnienia w PLL LOT Aleksandra Onoszki, dotychczasowego oblatywacza DWL. Na jesieni 1937 roku2, rozpoczął sześciotygodniowe przeszkolenie, by następnie objąć stanowisko pilota doświadczalnego Warsztatów. Po swoim poprzedniku przejął wykonywanie badań w locie prototypów RWD-15, RWD-17 i RWD-20. Ten ostatni sprawił świeżo upieczonemu oblatywaczowi trochę kłopotu. Pewnego dnia bowiem, podczas przeprowadzania prób w locie, przednie kółko - którego zachowanie właśnie badano - zaczęło się obracać wokół osi pionowej tak szybko, że stało się niewidoczne dla obserwatora stojącego na ziemi. Zachodziła więc obawa, że w chwili lądowania kierunek ustawienia kółka nie będzie się pokrywał z kierunkiem poruszania się samolotu, co groziło złamaniem przedniego podwozia. Przysieckiemu udało się jednak wylądować bez szwanku. W DWL przyjęto zasadę, że piloci po odbytych lotach doświadczalnych dzielili się swoimi opiniami i wrażeniami wyłącznie z inżynierami Drzewieckim i Rogalskim. Tym razem zrobiono jednak wyjątek i bezpośrednim odbiorcą wrażeń z odbytego lotu stał się twórca RWD-20, Bronisław Żurakowski.

W styczniu 1938 roku Eugeniusz Przysiecki oblatał trzeci prototyp samolotu łącznikowego RWD-14. 20 stycznia Warsztaty przekazały płatowiec na badania do ITL-u. Po ich pomyślnym ukończeniu poproszono oblatywacza DWL o wykonanie próbnego rozpędzenia prototypu do 350 km/h w locie nurkowym. Po osiągnięciu kilku kilometrów wysokości pilot odepchnął drążek sterowy i prawidłowo wprowadził RWD-14 w nurkowanie. Gdy szybkość samolotu doszła do zakładanych 350 km/h Przysiecki próbował wyprowadzić maszynę do lotu poziomego. Okazało się to jednak niemożliwe, gdyż drążek sterowy zablokował się. Samolot nurkował dalej rozpędzając się jeszcze bardziej. W tej sytuacji oblatywacz wyskoczył na spadochronie, a spadający bezwładnie prototyp roztrzaskał się o ziemię. Jak się później okazało, przyczyną wypadku było zaczepienie się dźwigni napędzającej ster wysokości o odkształconą podczas lotu kratownicę kadłuba. Wadę usunięto poprzez odsunięcie mechanizmu sterowania od elementów kratownicy.

W dniu 3 kwietnia 1938, podczas zgromadzenia sprawozdawczo-wyborczego dr Przysiecki został wybrany na członka zarządu Aerokubu Warszawskiego.

Pomimo tej trudnej i nieraz czasochłonnej pracy, pilot znajdował czas na wykonywanie lotów w aeroklubie, oraz na ochotniczy trening w Eskadrze Treningowej 1 Pułku Lotniczego. Zasiadał za sterami nie tylko RWD, ale także Potezów-25 czy PWS-26. Na tych ostatnich szkolił nawet pilotów na lotnisku polowym w Oborach koło Konstancina, gdzie wiosną 1938 roku swoja "szkołę" miała właśnie eskadra treningowa pułku. Ciekawostką może być fakt, że oprócz lotów na PWS-ach i na RWD-8 trenowano tam równeż na typowo turystycznych maszynach jakimi były RWD-13. Nie wiemy czy taka nietypowa działalność była akurat zasługą pracującego w dewuelowskim kombinezonie Eugeniusza Przysieckiego, czy też nie, nie mniej jednak fakt, że właśnie w tym okresie Doświadczalne Warsztaty Lotnicze nie miały nowych zamówień zdaje się wskazywać na całkiem sprytną próbę zareklamowania tego samolotu. Po zakończeniu kursu wydano okolicznościowy album, w którym zapisano, że Eugeniusz Przysiecki był dobrym duchem szkoły i zawze uśmiechniętym doktorem i pilotem w jednej osobie. Takie połączenie obydwu profesji było zresztą ogromnym atutem oblatywacza DWL, gdyż pozwalało mu także na wykonywaie lotów sanitarnych. Jeden z takich lotów miał miejsce w kwietniu 1938 roku, kiedy to zaszła konieczność szybkiego przetransportowania z Mediolanu do Krakowa ciężko chorego 75-letniego mężczyzny. Przebiegał on następująco:

Dnia 23 kwietnia Eugeniusz Przysiecki wystartował z Krakowa o godzinie 625. Pilotowany przez niego RWD-13S dotarł do Mediolanu o 1730. Następnego dnia rano zainstalowano chorego w samolocie. Jego syn zajął miejsce sanitariusza. O 745 maszyna wystartowała w drogę powrotną. Ze względu na poważny stan zdrowia pasażera pilot musiał lecieć na ograniczonej wysokości, co zmusiło go do ominięcia Alp. Po wylądowaniu w Klagenfurcie przekazano mu komunikat meteorologiczny zapowiadający silne opady deszczowe oraz burze na trasie lotu. Kolejne wiadomości otrzymane w Wiedniu potwierdzały tę pesymistyczną prognozę. Zaistniała sytuacja zmusiła lotnika do znacznego wydłużenia trasy. Po przekroczeniu granicy Polski w okolicach Cieszyna podstawa chmur obniżyła się do 50 metrów. RWD-13S dostał się w strugi ulewnego deszczu. Przez następne dwadzieścia pięć minut samolot leciał tuż przy ziemi. Lot zakończył się szczęśliwym lądowaniem w Krakowie o godzinie 1720. Mimo zaistniałych trudności chory dobrze zniósł podróż.

Kilka tygodni później Eugeniusz Przysiecki poleciał na RWD-13S (SP+BMZ) na trwającą od 28 maja do 13 czerwca Międzynarodową Wystawę Lotniczą w Belgradzie. Dla borykających się z finansowymi trudnościami Doświadczalnych Warsztatów Lotniczych była to bowiem kolejna okazja do pozyskania nowych nabywców na swoje samoloty. W stolicy Jugosławii pilot spotkał kolegów z innych polskich zakładów lotniczych. Wszyscy razem zrobili sobie zachowane do dziś pamiątkowe zdjęcie na tle bombowca PZL-37 "Łoś".

Wkrótce po powrocie do kraju Eugeniusz Przysiecki oblatał dwa nowe prototypy zbudowane w DWL: RWD-16 bis i RWD-17W. Pierwszy z nich był dwumiejscowym dolnopłatem przeznaczonym do taniej turystyki lotniczej a drugi miał służyć do szkolenia pilotów w Morskim Dywizjonie Lotniczym i w Rzecznej Eskadrze Pińskiej.

Między 1 a 4 lipca 1938 roku odbyła się w Luksemburgu międzynarodowa konferencja Komitetu Medycyny Wojskowej. Postanowiono wykorzystać tę okazję do zaprezentowania trzech polskich samolotów sanitarnych: Lublin R-XVI bis (SP+BNO, pilot: kpt. Leszek Karczewski), LWS-2 (SP+ATP, pilot: por. Mieczyław Jakrzewicz) i RWD-13S (SP+BMG, pilot: Eugeniusz Przysiecki). Maszyny wystartowały z Warszawy 30 czerwca o godzinie 1340 by przez Wrocław, Drezno i Frankfurt dotrzeć 1 lipca do miasta Esch. Trudne warunki pogodowe napotkane na trasie sprawiły, że przylot polskich załóg opóźnił się jednak o całą dobę. Nazajutrz, 3 lipca, 20 000 widzów przyszło obejrzeć publiczne pokazy samolotów. Oto w jaki sposób krespondent "Skrzydlatej Polski" zapamiętał występ pilota doświadczalnego DWL:

"Pierwszy rolował po lotnisku samolot RWD-13 pod wprawną ręką dra Przysieckiego. Zatrzymał się na środku lotniska przed trybunami i wykonał kilkakrotnie szybkie obroty naokoło osi pionowej z uniesionym ku górze ogonem. Robił to tak szybko i zwinnie, że wprowadził w zachwyt widzów, dowodem czego były huczne i liczne oklaski. Następnie startował na małej przestrzeni, szybko nabierając wysokości, zrobił kilka rund nad lotniskiem, wykazując szybkość maksymalną przeszło 200 km/godz. oraz minimalną około 70 km, wreszcie lądował omal że nie pionowo. Tłum zakołysał się w podnieceniu, a wielu lekarzy wojskowych z obcych armii podeszło do nas, by jeszcze raz upewnić się o nazwie samolotu i wyrazić podziw nad jego własnościami technicznymi." Choć dziś niewiele wiemy o Eugeniuszu Przysieckim, powyższa relacja pozwala nam przypuszczać, że miał on bujną fantazję...

W dniach 20 - 25 sierpnia pilot doświadczalny DWL wystartował na RWD-8 w rozgrywanych w Toruniu VIII Krajowych Zawodach Lotniczych. Rywalizacja lotników przebiegała w trudnych warunkach pogodowych. Już pierwszego dnia z powodu mgły panującej w okolicach Kościerzyny i Kartuz odpadło pięć samolotów. Załogi aeroklubów były oceniane w następujących konkurencjach: opanowanie pilotażu, celność zrzucania meldunku, lot na orientację, lądowanie w prostokącie, lot na spostrzegawczość i wykrywanie znaków oraz lot w szyku. Ta ostatnia próba okazała się wyjątkowo trudna, gdyż lot odbywał się tuż nad ziemią a panująca mgła sprawiała, że piloci ledwie mogli się wzajemnie dostrzec. Ostatnią konkurencją był trwający cztery dni lot okrężny podczas którego należało lądować na osiemnastu lotniskach z dokładnością co do jednej minuty. Pogoda nadal nie ulegała zmianie. Mgła, burze, deszcz lub niskie chmury nieustannie towarzyszyły zawodnikom, zmuszając ich częstokroć do przymusowych lądowań i oczekiwania na poprawę warunków atmosferycznych. Wracając z Torunia do Warszawy Eugeniusz Przysiecki napotkał po drodze "ósemkę" pilotowaną przez inż. Stanisława Praussa. Obydwaj lotnicy dotrzymali sobie towarzystwa do lotniska na Mokotowie. Tu oblatywacz DWL pomachał swojemu koledze skrzydłami na pożegnanie i poleciał dalej na Okęcie, a Prauss wylądował przed hangarami aeroklubu.

W październiku tego samego roku przyszła kolej na oblatanie kolejnej nowej konstrukcji DWL. Tym razem był to opracowany przez Jerzego Drzewieckiego i Tadeusza Chylińskiego samolot rajdowy RWD-19. Gdy Eugeniusz Przysiecki wykonał na nim pierwszy lot samolot nie miał założonych owiewek podwozia i nie był nawet pomalowany. Było to zapewne spowodowane tym iż po oblocie pilot doświadczalny zwykle spotykał się z konstruktorami a jego uwagi były wykorzystywane do wprowadzania modyfikacji w dopracowywanym płatowcu. Nierzadko zdarzało się że wykonywane poprawki pociągały za sobą konieczność wykonania kilku bądź kilkunastu oblotów.

Kolejnym ważnym wydarzeniem jakie miało miejsce w tym samym miesiącu było przekazanie Marynarce Wojennej prototypu samolotu RWD-17W (SP-BPB). Uroczystość odbyła się na Lotnisku Mokotowskim w Warszawie. Na jej zakończenie Eugeniusz Przysiecki wykonał na ofiarowanej maszynie bardzo udany pokaz akrobacji lotniczej.

Pod koniec roku oblatywacz DWL zasiadł za sterami prototypu noszącego oznaczenie RWD-23. Badania w locie nowego dolnopłata, mającego w przyszłości zastąpić w aeroklubach szkolne RWD-8, trwały do maja następnego roku. Tymczasem w lutym 1939 roku ujrzał światło dzienne następny samolot - RWD-21. Była to maszyna bardzo zbliżona do RWD-16 bis, tyle że z mocniejszym silnikiem. Według opinii Eugeniusza Przysieckiego płatowiec ten był "bardzo łatwy i przyjemny w prowadzeniu".

Do 30 marca 1939 roku Eugeniusz Przysiecki wykonał 2531 lotów spędzając w powietrzu 749 godzin i 15 minut.

W kwietniu 1939 r. Eugeniusz Przysiecki wraz z kpt. pil. Stefanem Kryńskim dostarczyli lotem do Teheranu luksusowo wykończony RWD-13 SP-BNY (nr fabr. 285), będący ślubnym podarunkiem rządu polskiego dla następcy tronu w Iranie. Przebieg tego kilkuetapowego lotu wyglądał następująco:

Data
Godzina startu
Godzina lądowania
Miejsce
startu
Planowane miejsce lądowania Czas lotu Uwagi
09.04
808
1103
Warszawa
Czerniowce 2 g. 55 min.
Przymusowe lądowanie w Dobrance pod Lwowem z powodu mgły
09.04
1318
1327
Dobranka
Lwów 9 min.
 
09.04
1710
1717
Lwów
Lwów 7 min.
Lot próbny
09.04
1725
1732
Lwów
Lwów 7 min.
Lot próbny
10.04
804
924
Lwów
Czerniowce 1 g. 20 min
 
10.04
1210
1435
Czerniowce
Bukareszt 2 g. 25 min
 
11.04
915
1215
Bukareszt
Istambuł 3 g.
 
12.04
730
915
Istambuł
Eskisehir 1 g. 45 min.
 
12.04
1118
1450
Eskisehir
Adana 3 g. 32 min.
 
12.04
1548
1735
Adana
Bejrut 1 g. 47 min.
 
13.04
1143
1217
Bejrut
Damaszek 34 min.
 
13.04
1419
1720
Damaszek
Rutbak 3 g. 1 min.
 
14.04
809
1027
Rutbak
Bagdad 2 g. 18 min.
 
14.04
1117
1335
Bagdad
Kermanschak 2 g. 18 min.
 
14.04
1510
1745
Kermonschak
Teheran 2 g. 35 min.
 

Między 16 kwietnia a 3 maja pilot doświadczalny DWL wykonał w Teheranie kilkanaście lotów próbnych i instruktorskich oraz jeden pokazowy. Podczas swojej nieobecności w kraju został wybrany 22 kwietnia 1939, roku na członka Komisji Sportowej Aeroklubu Rzeczypospolitej Polskiej.

Po zakończonej wiszycie w Teheranie Eugeniusz Przysiecki i Stefan Kryński udali się samoltem rejsowym do Bejrutu, skąd polecieli lotowskim Lockheedem L-14H do Warszawy.

Do pracy w DWL lotnik powrócił 16 maja. Podczas następnego weekendu wykonał na RWD-13S (SP+BJO) lot sanitarny na trasie Warszawa - Lwów - Budapeszt -Lwów - Warszawa. Bliższe szczegóły tego lotu nie są niestety znane. Tydzień później prezentował prototyp RWD-21 (SP-BPE) w Toruniu. Do końca tego miesiąca oblatał trzy seryjne samoloty - dwa RWD-13 (SP-BOK i SP-BNX) oraz jeden RWD-13ST (SP-BNS).

W niedzielę 4 czerwca 1939 roku nastąpiło otwarcie Szkoły Pilotów LOPP w Świdniku. Doświadczalne Warsztaty Lotnicze postanowiły wykorzystać tę okazję do publicznej prezentacji prototypu RWD-23 (SP-BPO). Wykonanie tego zadania powierzono dr Przysieckiemu. Niestety, podczas porannego przelotu z Warszawy do Lublina nastąpiła awaria, która zmusiła pilota do przymusowego lądowania w Obozach pod Jeziorną. Po prawie czterech godzinach udało mu się powrócić częściowo niesprawnym samolotem na Okęcie.

Następnego dnia po wykonaniu lotu próbnego na naprawionym RWD-23, oblatywacz DWL udał się do usytuawanego nieopodal Warsztatów Instytutu Technicznego Lotnictwa gdzie wykonał pięć lotów treningowych na PZL P-7. Być może wydarzenie to było związane z prowadzonymi właśnie pod kierunkiem inż. Jerzego Drzewieckiego pracami nad samolotem myśliwskim RWD-25.

Tymczasem Doświadczalne Warsztaty Lotnicze nie ustawały w promowaniu protupu RWD-23. Kolejna uroczystość lotnicza, w której zamierzano pokazać publicznie ten samolot miała miejsce 18 czerwca w Toruniu. Tym razem zarówno dotarcie do celu jak i dziesięciominutowy lot pokazowy odbyły się bez przykrych niespodzianek. Nazajutrz wczesnym rankiem Eugeniusz Przysiecki przyprowadził maszynę do Warszawy. Tego samego dnia odbył pierwszy lot instruktorski na prototypie RWD-21. Sześć dni później wykonał na RWD-13 (SP-BNW) przelot na trasie Warszawa - Radom - Rzeszów i z powrotem. Do końca czerwca oblatał dwa nowe samoloty: RWD-13S (SP+BJR) i RWD-17 (SP-BOR).

W lipcu 1939 roku halę montażową Warsztatów opuściły pierwsze seryjne egzemplarze RWD-21. Eugeniuszowi Przysieckiemu przypadło zadanie przeszkolenia pilotów na nowy typ samolotu. W ciągu całego miesiąca oblatywacz DWL wykonał blisko sześćdziesiąt lotów instruktorskich. Były to przeważnie loty krótkie, trwające od 5 do 15 minut. Najczęściej wykonywano je rano, między 645 a 900. Do szkolenia używano początkowo prototypu (SP-BPE), a następnie również i pierwszych maszyn seryjnych (SP-BRE i SP-BRF).

Jednocześnie dyrekcja DWL postanowiła dotrzeć do potencjalnych nabywców nowego samolotu. Okazję ku temu stworzył zorganizowany w dniach 15-16 lipca V Zlot do Morza. Uroczystość ta połączona była z obchodami 10-lecia Aeroklubu Gdańskiego. Podczas tej imprezy Eugeniusz Przysiecki demonstrował w locie prototypy RWD-21 i RWD-23. Akrobację na tym ostatnim tak opisał dziennikarz "Skrzydlatej Polski": "Przysiecki dokonuje cudów na RWD-23, kręci korkociąg do trzydziestu metrów, wisi w wertykalnych wirażach nad samym lotniskiem. Jego żółta maszyna trzyma się w powietrzu w nieprawdopodbny wprost sposób, wreszcie siada prawie bez wybiegu. Dla pilotów ten numer programu był największą atrakcją." Tydzień później oblatywacz DWL poleciał na prototypie RWD-21 do Torunia. Do tej intensywnej aktywności pilota należy dodać oblatanie w lipcu siedmiu nowych samolotów: czterech RWD-17 (SP-BOM, SP-BON, SP-BOS i SP-BOU) oraz trzech RWD-21 (SP-KAR, SP-BRF i SP-BRG).

Sierpień nie był już dla Eugeniusza Przysieckiego okresem tak intensywnej pracy. Mógł on więc poświęcić nieco więcej czasu na loty w Aeroklubie Warszawskim i w Eskadrze Treningowej 1. Pułku Lotniczego. 3 sierpnia ponownie udał się na prototypie RWD-21 do Torunia. Po powrocie do Warszawy wykonał dwa ostatnie loty instruktorskie na tym typie samolotu. W dniach 12 - 15 sierpnia przebywał w Wilnie. Jako środek transportu posłużył mu RWD-13 o rejestracji SP-BNW. Samolot ten, będący formalnie własnością jednego z dyrektorów SEPEWE - Stefana Katelbacha, był bardzo często pilotowany przez bohatera niniejszej biografii. Warsztaty dość często używały go do krótkich lotów pokazowych lub pasażerskich.

16 sierpnia Eugeniusz Przysiecki oblatał pierwszy przeznaczony dla wojska seryjny egzemplarz wodnosamolotu RWD-17W (nr fabr. 311). Przez następne dwa dni wykonwał na nim loty próbne.

W południe 19 sierpnia pięć samolotów Aeroklubu Warszawskiego (2 RWD-13, 2 RWD-17 i 1 RWD-8) wystartowało do Kowna by wziąć udział w Dniach Awiacji Państw Bałtyckich. Jednym z pilotów był Eugeniusz Przysiecki. Przydzielono mu RWD-17 o rejestracji SP-BOL. Następnego dnia oblatywacz DWL wykonał w Kownie krótki lot pokazowy na RWD-13 (SP-BOK). Tym samym samolotem przyleciał dzień później do Warszawy.

Po powrocie z Litwy czekała go dalsza praca w DWL. 23 sierpnia oblatał dwa kolejne RWD-17W (nr fabr. 312 i 313). Fakt oblatania dwóch nowych maszyn w ciągu jednego poranka był rzeczą niecodzienną jak na tak małą wytwórnie i świadczył o tym, że gorączka przygotowań do wojny z Hitlerowcami udzieliła się również DWL.

Następnego dnia, podczas oblotu wyremontowanego RWD-10 (SP-BLU), doszło do awarii samolotu. Tuż po oderwaniu się maszyny do lotniska silnik niespodziewanie przerwał pracę, zmuszając pilota do wykonania przymusowego lądowania. W tym miejscu warto dodać, że Eugeniusz Przysiecki oblatywał także samoloty naprawiane w Aeroklubie Warszawskim.

Tymczasem napięcie przygotowań wojennych trwało nadal. 25 sierpnia dr Przysiecki porowadził do pierwszego lotu dwa kolejne RWD17W (nr fabr. 314 i 315). Cztery dni później egzemplarz nr 315 posłużył mu do wykonania pierwszych lotów instruktorskich. W poniedziałek 28 sierpnia dokonał ostatniego w życiu oblatania samolotu RWD. Był nim RWD-15 o numerze fabrycznym 337 i rejestracji SP-ALA. Samolot ten do wybuchu wojny pozostawał w wytwórni, gdzie przechodził badania w locie. Dla Eugeniusza Przysieckiego ostatnim dniem normalnej pracy w DWL był piątek 1 września 1939 roku, a ostatnim normalnym lotem odprowadzenie między 1542 a 1549 wyremontowanego RWD-13 (SP-BMJ) z Okęcia na Lotnisko Mokotowskie.

Następnego dnia Eugeniusz Przysiecki ewakuował z Okęcia trzy samoloty DWL: dwa na Bielany3 i jeden do Młocin.4 Dnia 3 września, na rozkaz Sztabu Generalnego, wykonał na wojskowym RWD-13 (nr fabr. 318) lot kurierski z Warszawy do Brześcia. Nad Brześciem samolot jego został zestrzelony i pilot powrócił do Warszawy na pobranym z Małaszewicz Lublinie R-XIV (nr. 57-4). Następnego dnia wykonał krótki przelot na RWD-17 W nr fabr. 315 z Bielan do Młocin. Był to jego ostatni lot dla Doświadczalnych Warsztatów Lotniczych. Z Warszawy ewakuował się drogą lądową i do ekipy RWD dołączył prawdopodobnie w Świdniku.

dr Eugeniusz Przysiecki

Dalsze losy wojenne zaprowadziły go najpierw do Rumunii a następnie do Anglii. 7 grudnia 1939 roku trafił razem z Janem Gębickim do bazy RAF w Eastchurch. Obydwaj lotnicy byli w pierwszej, piętnastoosobowej grupie polskich lotników, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii po wybuchu wojny. 2 marca 1940 roku Eugeniusz Przysiecki ponownie zasiadł za sterami samolotu rozpoczynając szkolenie na maszynach typu Miles Magister i Fairey Battle w 15 Elementary Flying Training School5 w Redhill. Po jego zakończeniu pozostał nadal w tej samej szkole obejmując stanowisko instruktora. Wkrótce razem z nią został przeniesiony do Carlisle, gdzie jeszcze w październiku szkolił polskich pilotów na Battle'ach. Następnie został instruktorem w 1 Central Flying School6 w Upavon.

Pobyt Eugeniusza Przysieckiego w nowym miejscu nie trwał jednak długo, gdyż już 13 listopada 1940 roku otrzymał - wraz z pięcioma innymi lotnikami - przydział do 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego Lwowskiego stacjonującego na wyspie Man w miejscowości Jurby. Służbę w nowej jednostce rozpoczął 26 dnia tego miesiąca. Dywizjon był wówczas jeszcze w okresie szkolenia i gotowość bojową osiągnął dopiero 3 grudnia.

23 stycznia 1941 roku 307 DM miał przebazować swoje "Defianty" do Squires Gate. Przysiecki okazał się być jedynym pilotem któremu, pomimo utrzymującej się bardzo silnej mgły, udało się szczęśliwie dotrzeć do celu. Lot pozostałych dwóch samolotów zakończył się przymusowymi lądowaniami i rozbiciem jednego "Defianta". Reszta maszyn dotarła na nowe miejsce postoju po czterech dniach.

Dokładnie w miesiąc później, podczas podchodzenia do lądowania, Eugeniusz Przysiecki uszkodził statecznik pionowy lecącego przed nim "Defianta" pilotowanego przez lotnika brytyjskiego, któremu udało się wylądować bezpiecznie na plaży koło Blackpool. 20 marca tego samego roku, Rozkazem Personalnym Wodza PSZ otrzymał awans na porucznika pilota.

Kolejny wypadek Eugeniusza Przysieckiego miał miejsce w nocy z 4 na 5 maja. Wracając między pierwszą a drugą nad ranem z lotu patrolowego pilot nie był w stanie dostrzec ziemi ze względu na panującą mgłę. Nie pomogło ani wystrzelenie rakiet ani oświetlenie lotniska. Kończący się zapas paliwa spowodował zatrzymanie się silnika samolotu w chwili kiedy pilot zauważył wreszcie pas startowy i wykonywał zakręt by móc wylądować. W tej sytuacji załoga została zmuszona do opuszczenia maszyny skacząc na spadochronach. "Defiant" N1769 uległ rozbiciu, przy czym Przysieckiemu postawiono zarzut braku znajomości nawigacji oraz utrzymywania zbyt wysokiego lotu (3000 stóp zamiast 1000). Oto co napisał w tej sprawie mjr. pil. Stanisław Grodzki w księdze pamiątkowej dywizjonu: "Osobiście znam tego pilota od lat. Widziałem go nawigującego we mgle i nigdy z nikim nie zgodzę się, że on nie zna nawigacji - przeciwnie, jest wybitnym nawigatorem. Nie zszedł niżej, w czasie szukania lotniska, dlatego, że gdyby chciał zobaczyć lampy na ziemi, musiałby zejść na 1000 stóp (wyżej ich nie widać). Z drugiej strony, zejść na 1000 stóp, nad poziom morza, znaczy być o 2000 stóp, prawie, poniżej szczytów otaczających wzgórz. Przy tym, nie mając zaufania do obsługi kontrolerów i ich pomiarów, po prostu "dmucha na zimne". Reasumując: użycie spadochronu przez por. Przysieckiego uważam za jedyne rozwiązanie (...) Należy mu się uznanie za powzięcie jedynej słusznej decyzji oraz za sprawne i szybkie wykonanie tego skoku (...) Strata czasu na odnalezienie lotniska kompromituje jedynie organizację Ops Room, a nie pilota."

Z dniem 27 kwietnia 1941 roku Eugeniusz Przysiecki awansował na stopień porucznika pilota. 6 czerwca tego samego roku zakończył swoją służbę w 307 Dywizjonie Myśliwskim i został przeniesiony do Hucknall, gdzie znajdowała się przechodząca właśnie reorganizację 1. Polska Szkoła Pilotażu. Stamtąd skierowano go ponownie do 1 CFS w Upavon, gdzie odbył kurs instruktorski. Po jego ukończeniu powrócił do wspomnianej wcześniej polskiej szkoły pilotów, która w międzyczasie przekształciła się w 16 (Polską) Szkołę Podstawowego Pilotażu7 i została przeniesiona do Newton. W szkole tej Eugeniusz Przysiecki był instruktorem do 9 lipca 1942 roku. Następnego dnia, pozostając w tej samej szkole, rozpoczął przeszkolenie na samolotach dwusilnikowych, które zakończyło się 12 października. Nazajutrz rozpoczął szkolenie bojowe w 18 Operational Training Unit8 w Bramcote. Nieco wcześniej, 19 sierpnia 1942 roku, Eugeniuszowi Przysieckiemu nadano Srebrny Krzyż Zasługi. W dniu 1 kwietnia 1943 awansował na kapitana pilota.

Dwa dni później, 3 kwietnia, trafił do stacjonującego w Hemswell 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej. Był to okres kiedy jednostka ta uzupełniała załogi oraz przezbrajała się na nowe samoloty Wellington Mk X. Jednocześnie prowadzono intensywną nocną działalność bojową. Swój pierwszy lot bojowy Eugeniusz Przysiecki wykonał w nocy z 8 na 9 kwietnia jako drugi pilot w załodze Gerarda Kunowskiego. Lotnicy lecieli maszyną wypożyczoną z 199 Dywizjonu. Celem było bombardowanie Duisburga. Podczas tej wyprawy 300 Dywizjon utracił jedną załogę (Wellington X, HE148, BH-T). Kolejne loty bojowe Eugeniusz Przysiecki wykonywał już ze swją załogą na przydzielonym mu Wellingtonie X BH-V (HE291). Pierwszy z nich miał miejsce 14 kwietnia. Tej nocy 11 maszyn 300 DB wykonało nalot na Stuttgard. Kolejny odbył się w nocy z 16 na 17 kwietnia, kiedy to 13 załóg dywizjonu wzięło udział w masowym nalocie na Manheim.

W nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku załoga Eugeniusza Przysieckiego poleciała wraz z dziesięcioma innymi maszynami dywizjonu na minowanie francuskiego portu w Saint Nazaire. Po dotarciu nad cel wyprawa napotkała na silną obronę przeciwlotniczą. Do samolotów strzelano nie tylko z nabrzeżnych działek i karabinów przeciwlotniczych ale także z niemieckich okrętów. Kilka samolotów zostało lekko uszkodzonych, pięciu załogom nie udało się z różnych względów wykonać minowania. Najmniej szczęścia miał niestety pilotowany przez kpt. Przysieckiego Wellington X BH-V, ktory został celnie trafiony przez niemiecką obronę przeciwlotniczą. Zestrzelony bombowiec runął do morza. Wszyscy zgineli. Do tragedii przyczynił się zapewne brak doświadczenia u młodej załogi, co zdarzało się często w 300 Dywizjonie Bombowym, oraz uszkodzenie nadmuchiwanej łódki ratunkowej zwanej "Dinghy". Szalona odwaga Przysieckiego, jaką często się wykazywał w lataniu, tym razem nie wystarczyła aby wyciągnąć maszynę z opresji. Załogę długo uznawano za zaginioną. Dopiero kilka lat po zakończeniu wojny udało się dotrzeć do prawdy o zestrzeleniu Wellingtona.

Istnieją rozbieżności co do dokładnej daty śmierci Eugeniusza Przysieckiego. Niektóre źródła podają bowiem, że zmarł on dzień po zestrzeleniu - 24 kwietnia 1943 roku. Co do pozostałych członków załogi Wellingtona, źródła pozostają zgodne - zginęli w nocy z 22 na 23 marca.

W chwili śmierci Eugeniusz Przysiecki miał 33 lata. Lecący z nim koledzy, których poznał zapewne jeszcze w 18 OTU, byli młodsi: obserwator kpr. Janusz Józef Belina-Prażmowski (pilot sportowy Aeroklubu Lwowskiego) miał 26 lat, radio-operator kpr. Ireneusz Dębowski i bombardier kpr. Czesław Krzysztof Krełowski - po 21 lat, a strzelec Tadeusz Szeremeta, którego ciała nigdy nie odnaleziono - 24 lata.

Eugeniusz Przysiecki został pochowany na cmentarzu w leżącej nad Atlantykiem francuskiej miejscowości La Baule-Escoublac (grób nr 2, działka 11, rząd H). Do roku 1947 był uznawany za zaginonego.

W roku 1944 Wiolanta Przysiecka wyszła ponownie za mąż za Achillesa Brezę h. wł. z którym miała dwoje dzieci Jaremę (ur. 1945) i Joannę (ur. 1948, niesłusznie podawaną czasem za córkę E. Przysieckiego). Zmarła 13 stycznia 1994 roku. Została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

 

Przypisy:

1 Krystian Przysiecki był znanym dziennikarzem Telewizji Polskiej i autorem programu "Zawsze po 21".

2 Prawdopodobnie we wrześniu.

3 RWD-15 SP-ALA i RWD-17 W nr fabr. 315.

4 RWD-17 W nr fabr. 312.

5 15 Szkoła Początkowego Pilotażu.

6 1 Centralna Szkoła Lotnicza.

7 16 (Polish) Service Flying Training School.

8 18 Oddział Wyszkolenia Bojowego.

 

 

Teksty i opracowanie: (c) 2003 - 2016, Robert Gujski.
Fotografie Eugeniusza Przysieckiego pochodzą ze zbiorów Bernarda Buchwalda i Rafała Chylińskiego.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkiego rodzaju kopiowanie, bez zgody autora, zabronione.